Laos – kraj Mekongu i sierpa z młotem


O bagnistej granicy, jak zostałem milionerem i dwóch dniach na fotelach samochodowych w dżungli

Po tygodniu w Tajlandii dotarliśmy z ekipą w końcu do granicy z Laosem. Żeby ją przekroczyć trzeba przebić się przez tony błota na brzegu, przepłynać Mekong łódką (tzn miejscowi to nazywają promem ale już bliżej jest temu do tratwy niż do promu) i przebić się przez tony błota na drugim brzegu. W Laosie pierwsza rzecz po wyrobieniu wizy w okienku to oczywiście bankomat, po wizycie w którym zostałem milionerem. Milion laotańskich kipów to około 400zł, obiad w knajpce kosztuje 10-20 tysięcy. (Szkoda że kasyn nie ma w Laosie bo zawsze chciałem postawić 200000 na czerwone ;p). Szybka wizyta w sklepie po artykuły pierwszej potrzeby na drogę (kanapki, browary i… lodówka :D ) i rozpoczęliśmy dwudniowy spływ łódką po Mekongu do najbliższego miasta.

Piękne widoki, niesamowity klimat dżungli, 35 stopni Celsjusza i jeden z podróżników grający na ukulele, ogólnie przyjemna sprawa. Nocleg mieliśmy w jakiejś wiosce, która nie wyróżnia się niczym szczególnym poza pięknymi widokami i tym, że restauracje sprzedają specjały takie jak Happy Shake, Happy Pizza itp. czyli shake lub pizza z dodatkiem ziół.  Po dwóch dniach dotarliśmy w końcu do Luang Prabang, w którym niewiele się dzieje ale jest bardzo ładne, chodzą mnisi i baaardzo mi się tam podobało. Po kolejnych dwóch dniach ruszyliśmy do Vang Vieng, 168km, 8 godzin jazdy minivanem. Trochę wydawało mi się to dziwne, ale po 5 minutach wiedziałem już dlaczego. Miliony zakrętów, kilka wysokich gór do pokonania i często brak asfaltu (mimo że to część jedynej drogi łączącej dwa największe miasta Laosu) uzasadaniają średnią prędkość 20km/h. Vang Vieng było generalnie znane jako miejsce największych i najdzikszych melanży dla backpackerów w Azji ale niestety kilka miesięcy temu zamknęli większość barów i teraz jest dużo spokojniej. Ale i tak codziennie odbywają się spływy po rzece na oponach od traktora, bo ktoś kiedyś uznał że płynięcie po rzece na oponie od traktora to jedna z najlepszych miejscówek do picia. Trochę jest w tym racji. A ponieważ poza tym w samym miasteczku nie ma nic do roboty, to w większości restauracji 24h na dobę lecą powtórki Friends i Family Guy. Prawdziwy azjatycki klimat.

Kolejne miasto na drodze to Vientiane, stolica Laosu, które jest brzydkie, brudne i nudne. Jest wprawdzie dość ładny bulwar nad Mekongiem, ale ponieważ jest pora sucha to rzeki nie ma, więc w zasadzie jest to bulwar nad glinianym klepiskiem. Vientiane jest w ogóle słabe do tego stopnia, że na głównej atrakcji tego miasta – takiej jakby kopii Łuku Triumfalnego tylko że niedkończonej – władze miasta napisały, że przepraszają że jest taka marna, ale nie mają za bardzo pieniędzy żeby ją dokończyć. Aha, i ponieważ Laos jest rządzony przez komunistów to wszędzie wiszą flagi ZSRR. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek zobaczę te flagi normalnie na ulicy, ale w Laosie wiszą wszędzie.

Przejście graniczne Tajlandia- Laos

Tu każdy staje się milionerem, 1200000 wypłacone, ruszamy w Laos!

2 dni na rzece
Tiry na tory
Jednym z takich płynęliśmy 2 dni po Mekongu
Postój na noc w knajpce z trawk…”happy menu”
Luang Prabang
Obiad za tysiące

Stolica – Vientiane

Łuk triumfalny z tabliczką przepraszającą za miernotę

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
en_GB